jestem, jestem

Skoro chcecie, to będzie nowa. Podobno ktoś tego bloga czyta, choć, jak to przewidziała nołlifa1, sami sobie to będziemy czytać, wchodzić ciągle i śmiać się z tego. Normalnie żadnych komentarzy, me gustów i innych współczesnych wyrazów zadowolenia z przeczytanej treści. Nawet haterów żadnych nie mamy, cicho i ciemno. Kurcze, nie ma nic gorszego niż wrzucić linka na facebooka i potem nikt tego nie lubi, okropne uczucie, prawda? To jakaś nowa forma ostracyzmu…

Ja, nolajf2, muszę przyznać, że przez ten jeden mały głuchy miesiąc (mgr musiałem obronić, stąd moja absencja), to miałem jedną taką przygodę, o której w zasadzie nikomu nie opowiadałem… Ale jak nie będziecie jej powtarzać nikomu, to opowiem.

Rzecz zaczęła się od tego, że wysiadła mi bateria w laptopie. Zamówienie nowej nie jest szczególnie trudne, stąd po kilku dniach już ją miałem. Nauczony doświadczeniem swojego przyszłego szwagra dokładnie sprawdziłem, czy oznaczenia są ok (jak to wspaniale żyć w tym technokratycznym świecie, gdzie wystarczy dopasować kilka numerków i wiadomo, czy będzie ok: żeby tak było z ludźmi… ojej!), czy będzie pasować i jak przyszła, to odpakowałem i odłożyłem na półkę. Dzień wcześniej skończyłem pisać mgr i miałem posprzątać trochę porządniej u siebie, wyniosłem kilka worków śmieci. Dwa dni później postanowiłem jednak sprawdzić tę baterię, czy pasuje, czy trzeba ją coś tam formatować (kwestia baterii to jest jedna z rzeczy, których chyba nigdy nie ogarnę). No i masz: nie pasuje. Znaczy wróć: pasuje, ale jest skrzywiona, o kilka stopni skręcona wokół najdłuższego wymiaru.

Przygoda. Zwrot akcji. Reklamacja. Chwila zastanowienia.  Warunki reklamacji. Przymrużone oczy. Paragon…. Gdzie jest paragon. Trzymam, cholera, stare paragony z almy w portfelu, a z takich rzeczy to trzymam po kątach. Blast! Paragon jest w koszu. Na zewnątrz.

Wybór: albo olać 155 zł, albo grzebać w koszu. Wyobraźmy sobie, że nie wiecie i nie domyślacie się, co wybrałem.

Po zapuszczeniu prania (jeżeli przeczytałaś/eś pawia, co mnie się zdarza już któryś raz, to wróć i przeczytaj uważnie) i dwóch prysznicach pod rząd zapakowałem baterię z paragonem i przy następnej okazji paczkę wysłałem pocztą. I tu zaczęła się kolejna przygoda: paczka doszła wg order-trakingu poczty, ale serwis reklamacyjny milczy. Ja w sumie też milczę (metoda na podryw wg Andrzeja Raczkowskiego: ja ich ignoruję i oni mnie ignorują). Ale do czasu, jutro tam zadzwonię i podzielę się (zapewne) kolejną przygodą.

VN:F [1.9.10_1130]
Ocena: 5.0/5 (3 głosów)
jestem, jestem, 5.0 out of 5 based on 3 ratings
nolife2

Informacje o nolife2

Jak się masz, nolife2? Wyloguj się...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Nastrój się. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „jestem, jestem

  1. Ktoś pisze:

    Jednak bloga Ktoś (oczywiście przez wielkie K, odrobina megalomanii nikomu nie zaszkodzi) czyta. Ktoś deklaruje nawet, że kliknąłby „lubię to”, gdyby była taka opcja ;)

  2. lemur2 pisze:

    Opcja „like it” będzie jak nasz informatyk się zbierze :)

Dodaj komentarz