Kulturalnie

Krakowski tygiel kulturalny: Jak wyrzeźbić czas Plancka?

Friday, 18.09.2015 13:02 |  Autor: Katarzyna Kasprzyk | 
Rozmowy |  Krakowski tygiel kulturalny |  Kulturalnie
O współczesnej rzeźbie, łączeniu tradycji i nowoczesnych technologii i o tym, czy to się może udać w Krakowie — rozmawiamy z Ewą Wesołowską, rzeźbiarką, która rezygnuje z klasycznej materii gliny na rzecz kształtowania odcisków dłoni, śladów pamięci.
Ewa Wesołowska, artystka wizualna, rzeźbiarka. Studiowała na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie (dyplom z wyróżnieniem w pracowni prof. Bogusza Salwińskiego, doktorat u promotora: prof. Adama Myjaka ASP, Warszawa).
Ewa Wesołowska, artystka wizualna, rzeźbiarka. Studiowała na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie (dyplom z wyróżnieniem w pracowni prof. Bogusza Salwińskiego, doktorat u promotora: prof. Adama Myjaka ASP, Warszawa).
"Jak ktoś się mnie pyta czym się zajmuję, to odpowiadam, że instalacją zbudowaną ze światła i dźwięku, która bazuje na elementach tradycyjnie kształtowanej rzeźby."
Zdjęcie z wystawy "Bezpieczne otoczenie", Galeria Schody, Warszawa, 2012 r.
"Otwórz oczy, bo Cię nie widzę. Obraz patrzy. Widzi. Świetlny spektakl wyreżyserowany przez artystkę uaktywniony zostaje poprzez ruch, czyjąś obecność, spojrzenie. I instalacja to spojrzenie odwzajemnia – gra zdaje się toczyć na granicy wzroku i czucia, wiedzy bez widzialności i widzialności bez wiedzy"  – pisze o projekcie Ewy 0=0, Anna Batko. To: "Klepsydra, która nigdy nie przestaje przesypywać. Piasku, prochu, pyłu. A może przede wszystkim światła?"
Ewa Wesołowska, artystka wizualna, rzeźbiarka. Studiowała na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie (dyplom z wyróżnieniem w pracowni prof. Bogusza Salwińskiego, doktorat u promotora: prof. Adama Myjaka ASP, Warszawa).
"Jak ktoś się mnie pyta czym się zajmuję, to odpowiadam, że instalacją zbudowaną ze światła i dźwięku, która bazuje na elementach tradycyjnie kształtowanej rzeźby."
Zdjęcie z wystawy "Bezpieczne otoczenie", Galeria Schody, Warszawa, 2012 r.
"Otwórz oczy, bo Cię nie widzę. Obraz patrzy. Widzi. Świetlny spektakl wyreżyserowany przez artystkę uaktywniony zostaje poprzez ruch, czyjąś obecność, spojrzenie. I instalacja to spojrzenie odwzajemnia – gra zdaje się toczyć na granicy wzroku i czucia, wiedzy bez widzialności i widzialności bez wiedzy"  – pisze o projekcie Ewy 0=0, Anna Batko. To: "Klepsydra, która nigdy nie przestaje przesypywać. Piasku, prochu, pyłu. A może przede wszystkim światła?"
Ewa Wesołowska, artystka wizualna, rzeźbiarka. Studiowała na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie (dyplom z wyróżnieniem w pracowni prof. Bogusza Salwińskiego, doktorat u promotora: prof. Adama Myjaka ASP, Warszawa).
"Jak ktoś się mnie pyta czym się zajmuję, to odpowiadam, że instalacją zbudowaną ze światła i dźwięku, która bazuje na elementach tradycyjnie kształtowanej rzeźby."
Zdjęcie z wystawy "Bezpieczne otoczenie", Galeria Schody, Warszawa, 2012 r.
"Otwórz oczy, bo Cię nie widzę. Obraz patrzy. Widzi. Świetlny spektakl wyreżyserowany przez artystkę uaktywniony zostaje poprzez ruch, czyjąś obecność, spojrzenie. I instalacja to spojrzenie odwzajemnia – gra zdaje się toczyć na granicy wzroku i czucia, wiedzy bez widzialności i widzialności bez wiedzy"  – pisze o projekcie Ewy 0=0, Anna Batko. To: "Klepsydra, która nigdy nie przestaje przesypywać. Piasku, prochu, pyłu. A może przede wszystkim światła?"
Ewa Wesołowska, artystka wizualna, rzeźbiarka. Studiowała na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie (dyplom z wyróżnieniem w pracowni prof. Bogusza Salwińskiego, doktorat u promotora: prof. Adama Myjaka ASP, Warszawa).
"Jak ktoś się mnie pyta czym się zajmuję, to odpowiadam, że instalacją zbudowaną ze światła i dźwięku, która bazuje na elementach tradycyjnie kształtowanej rzeźby."
Zdjęcie z wystawy "Bezpieczne otoczenie", Galeria Schody, Warszawa, 2012 r.
"Otwórz oczy, bo Cię nie widzę. Obraz patrzy. Widzi. Świetlny spektakl wyreżyserowany przez artystkę uaktywniony zostaje poprzez ruch, czyjąś obecność, spojrzenie. I instalacja to spojrzenie odwzajemnia – gra zdaje się toczyć na granicy wzroku i czucia, wiedzy bez widzialności i widzialności bez wiedzy"  – pisze o projekcie Ewy 0=0, Anna Batko. To: "Klepsydra, która nigdy nie przestaje przesypywać. Piasku, prochu, pyłu. A może przede wszystkim światła?"
Trwa wysyłanie Twojej oceny...
Bądź pierwszym który oceni ten artykuł!

Katarzyna Kasprzyk: Dlaczego nie mogę zobaczyć Twoich projektów w Krakowie?

Ewa Wesołowska: Dlaczego nie tutaj… Wiedziałam, że to pytanie padnie i zastanawiałam się jak wybrnąć z odpowiedzi, żeby nie była gorzka. Ponieważ bardzo się cieszę, że moje życie się tak ułożyło, że wyjeżdżam, a Kraków traktuje jako taką bazę.

K. K.: To znaczy, że wracasz cały czas?

E. W.: Tak, Kraków to zawsze będzie mój dom, ale tu odpoczywam, ładuję akumulatory, spotykam się z ludźmi i głównie skupiam się na szukaniu propozycji współpracy gdzie indziej. Pracuję tutaj nad swoimi projektami, ale poddałam się, jeśli chodzi o zgłaszanie się do miejsc w Krakowie, ponieważ poza galerią Artemis i Janiną Górką-Czarnecką, nie udało mi się znaleźć miejsca, które byłoby zainteresowane ich wystawieniem.

Kilka lat temu próbowałam, chodziłam z portfolio po różnych galeriach, chcąc je zaprezentować, przynajmniej porozmawiać z kimś, żeby choćby dostać feedback, ale bez znaczących rezultatów.

Równocześnie wysyłałam zgłoszenia tutaj i gdzie indziej. Z tych drugich miejsc dostawałam odpowiedzi, najpierw odmowne, potem akceptujące. Z doświadczenia wiem, że jeżeli wysyłam zgłoszenie po polsku to na 99 proc. nie dostanę odpowiedzi zwrotnej. Nawet grzecznościowej. Dlatego trochę się poddałam po prostu szacując, gdzie mam większe szanse.

K. K.: Twoja strona nawet nie ma polskiej wersji, prawda?

Tak, jest anglojęzyczna i nie ma w tym żadnej pozy, to jest tylko praktyczne rozwiązanie. A z drugiej strony, wiem też, że są osoby, które pracują, działają i znajdują te możliwości w Krakowie.

K. K.: Rzeźbiarze?

Oj, rzeźba jest bardzo trudna, wiele osób po drodze jednak odpuszcza albo idzie w stronę reklamy. Chodzi mi głównie o malarstwo.

W moich pracach, to, co się podoba innym gdzie indziej, to ten tradycyjny background, taki krakowski, który tutaj jest normą, więc jest niedoceniany, a za granicą wręcz przeciwnie. Inność zawsze pociąga. Więc może też dlatego w Krakowie ciężko znaleźć mi miejsce, gdzie mogę wystawiać. Bardzo chciałabym uniknąć gorzkiego tonu w tej rozmowie, bo ja go nie czuję. Lata temu, po skończeniu Akademii jak pielgrzymowałam z tym portfolio na pewno było inaczej, ale nie teraz. Pamiętam jak wtedy zaniosłam swoje portfolio do jednej z ważniejszych galerii w Krakowie, gdzie umówiłam się wcześniej na rozmowę. Prace odebrał jakiś chłopak, który pewnie był na stażu, gdy wychodziłam, przez otwarte jeszcze drzwi usłyszałam głos właścicielki z zaplecza, która zapytała się "kto to był?", a chłopak, który przed chwilą zwracał mi moje portfolio, odpowiedział jej na to: "to tylko ulotki". I to był ten moment, gdy zrobiło mi się bardzo gorzko. Ale później moje projekty zaczęły być akceptowane gdzie indziej, wchodziłam w różne programy i w rezultacie cieszę się z miejsca w którym jestem. Byłam uparta.

K. K.: Twórcy nowoczesnej rzeźby, instalacji mają trudniej na rynku?

E. W.: Tak, bo te rzeczy nie są komercyjne.Gdy starałam się o wystawę w Krakowie słyszałam, że jeżeli chcę mieć wystawę, lub jeśli chcę coś zostawić w galerii,  to przyjmują obraz olejny lub figuratywną rzeźbę z brązu na podstawie z kamienia.

 

K. K.: Bardzo precyzyjnie, cóż za ciekawe pojęcie wolności artystycznej...

 

E. W.: To było coś, co regularnie się powtarzało, z zaznaczeniem: "przepraszamy, ale musimy się z czegoś utrzymać, jesteśmy galerią komercyjną", co z drugiej strony szanuję, bo jest to fakt: muszą się utrzymać, zapłacić czynsz itd. To powoduje, że w sferze komercyjnej nie ma przestrzeni, która daje możliwości wystawiania (instalacji przyp.). Choć jest oczywiście Bunkier Sztuki i inne instytucje publiczne i są osoby, którym udaje się zaistnieć w Krakowie. 

K. K.: A Orońsko? To przestrzeń wystawiennicza, czy bardziej warsztatowa?

E. W.:  Jedno i drugie: Tam jest Muzeum Rzeźby Współczesnej, kilka galerii i pracownie, które można wynająć i zrealizować swój projekt. Tam też miałam ostatnio swoją wystawę.

K. K.: Opowiedz mi o swoich projektach.

E. W.: Coś co zawdzięczam Akademii, a inni czasem mają mi za złe, to fakt, że nauczyła mnie powagi w stosunku do sztuki i rozumienia sztuki w kategoriach nie komercyjnych. Co oczywiście nie jest może za dobre dla mnie...

K. K.:  ...ale jest dobre dla sztuki...

 E. W.:  …ale ja upatruję w tym pewna wartość. Rozmawiamy cały czas o rzeźbie, jednak jak ktoś się mnie pyta czym się zajmuję, to odpowiadam, że instalacją zbudowaną ze światła i dźwięku, która bazuje na elementach tradycyjnie kształtowanej rzeźby. Z Akademii wyniosłam bardzo gruntowną wiedzę, o tradycyjnie pojętej rzeźbie i rzemiośle, czego uczyłam się zresztą z dużą pokorą. Część osób, które kojarzą mnie z tamtego okresu, zarzuca mi, że nie kontynuuję tradycyjnej rzeźby, ale ja uważam, że sztuka odpowiada na te same pytania, na które odpowiadała zawsze, tylko sposób pytania i język się zmienia. Ludzie łatwo się przyzwyczajają do pewnego sposobu mówienia, do tego co ich otacza i potrzebują nowego języka, żeby znowu zwrócić uwagę na to samo pytanie. Dlatego staram się połączyć tradycyjny background z nowoczesnymi technologiami i tutaj m.in. leży mój problem z moją obecnością w Krakowie.

Moje prace osadzają się na temacie czasu i pamięci, dotyczą tego jak pamiętamy. Odważę się na stwierdzenie, że wszystko jest pamięcią, bo gdy patrzymy na siebie w lustrze to nie widzimy teraźniejszości, tylko przeszłość. To jest dosłownie to samo, co w przypadku patrzenia w gwiazdy, tylko w o wiele krótszym wymiarze czasu. Mimo, ze brzmi to abstrakcyjnie, pewnie dla wielu osób wydumanie, ale gdy uświadomisz sobie w jak krótkim czasie powstała materia, że przez ułamek sekundy powstała cała ta masa, gdy wyobrazimy sobie ogrom tego wszystkie... To ten ułamek sekundy nabiera zupełnie innego znaczenia. Interesuje mnie czas Plancka, epoka Plancka, powstanie materii, czasu wszechświata, czyli ten najmniejszy unit czasowy i pamięć: od pamięci sensorycznej, powidoku, przez pamięć krótkoterminową do pamięci długoterminowej, gdzie wchodzi w grę już percepcja, nasze postrzeganie, całe nasze tzw. muzeum wyobraźni i projekcje.

Projekt zrealizowano przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.

1 2  

Wasze opinie 

Komentarze

Jeszcze nikt nie komentował‚ tego tekstu.