Kulturalnie

Krakowski tygiel kulturalny: Każda wystawa może być jak festiwal sztuki

Friday, 18.09.2015 01:20 | 
Rozmowy |  Krakowski tygiel kulturalny |  Kulturalnie
Poszukiwanie obiektów sakralnych, odkrywanie dzieł sztuki, tworzenie kolekcji i wystaw, może być bardziej ekscytujące od przygód Jamesa Bonda. Przekonuje nas o tym Andrzej Betlej, dyrektor Instytutu Historii Sztuki UJ, a od nowego roku dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.
Andrzej Betlej, dyrektor Instytutu Historii Sztuki UJ, a od nowego roku dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.
Andrzej Betlej, dyrektor Instytutu Historii Sztuki UJ, a od nowego roku dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie. 
 Andrzej Betlej, dyrektor Instytutu Historii Sztuki UJ, a od nowego roku dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.
Andrzej Betlej, dyrektor Instytutu Historii Sztuki UJ, a od nowego roku dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie. 
 Andrzej Betlej, dyrektor Instytutu Historii Sztuki UJ, a od nowego roku dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.
Trwa wysyłanie Twojej oceny...
Bądź pierwszym który oceni ten artykuł!

Katarzyna Kasprzyk: Wszyscy zastanawiają się jak będzie wyglądało Muzeum Narodowe w Krakowie, kiedy zostanie Pan jego dyrektorem. Czy będzie miało format muzeum encyklopedycznego, otwartego, a może będzie komentować na bieżąco tematy społeczne, czyli będzie instytucją krytyczną?

Andrzej Betlej: Będę dyrektorem, ale wokół mnie będzie ponad 500 osób. Ludzi z doświadczeniem w pracy muzealnej, kuratorów, w tym takich, którzy robili dobre, nagradzane wystawy. I to właśnie ci ludzie, będą tworzyć kształt muzeum. Rolą dyrektora jest stworzenie warunków do realizacji doskonałych pomysłów, ale także do rozwijania się i działalności naukowej. W ludziach tkwi ogromny potencjał i trzeba go wykorzystywać. Każda wystawa może być zarówno wystawą edukacyjną, problemową jak i wystawą komentującą. Moim zdaniem struktura każdej instytucji, wliczając w to oczywiście Instytut Historii Sztuki, którym teraz kieruję, nie polega na realizowaniu czegokolwiek na siłę. Projekty trzeba wcielać w życie wspólnie, wspomagając dobre pomysły. Bardziej konkretnie na to pytanie nie mogę odpowiedzieć, jest zresztą na to za wcześnie. 

Jarosław Knap: Poprowadził Pan ponad 20 ekspedycji naukowych co znaczy, że drzemie w panu duch odkrywcy. Tło pana profilu na Facebooku to James Bond siedzący w muzeum. Odkrywanie sztuki może być aż tak fascynujące jak przygody Bonda?

A. B.: Moje badania na ziemiach wschodnich i na obszarze Ukrainy to coś, w co jestem cały czas zaangażowany. Jeżeli chodzi o badania naukowe, które prowadzę na Uniwersytecie, to ten aspekt jest dla mnie najważniejszy, a kontakty, które uzyskałem zapewne będą pomocne również w pracy muzealnej. Dzięki tym badaniom nawiązałem współpracę z wieloma instytucjami, w tym muzealnymi. Dla mnie odkrywanie historii sztuki to fascynacja. Niech państwo wyobrażą sobie taką sytuację: odnajdujemy "w terenie" kościół z połowy XVII wieku. Taki, który w ogóle nie funkcjonuje w literaturze. Tego typu odkrycie daje coś na kształt niewiarygodnej radości... Trudno to opisać. Stoję przed rzeczą nie zbadaną i to jest pierwszy moment tej fascynacji i tajemnicy, którą chcę odkryć. Potem siada się do archiwaliów i znajduje informacje, że w roku 1625 jest jednak jakaś wzmianka, informacja o tym kościele. Po żmudnej pracy w końcu powstaje monografia... Wydaje mi się, ze również praca w muzeum coś takiego przynosi, poczucie spełnienia, odkrycia, stworzenia czegoś nowego - dla Twórców tej wystawy. A zarazem oczywiście moment zachwytu dla widza. Myślę, że Autorzy każdej wystawy monograficznej - również mieli podobne doświadczenia. Świadomość odkrycia, świadomość że udało się zrobić coś niewiarygodnego, pełną monografię artysty... To są bardzo podobne uczucia i dotyczą zarówno pracy w instytucie jak i działań muzealnych. 

K. K.: Jeśli mówimy o fascynacjach: Pana ulubiony artysta to…?

A. B.: Gianlorenzo Bernini, Gianlorenzo Bernini, Gianlorenzo Bernini... Bez dwóch zdań. Jestem nowożytnikiem i uważam, że to co stworzył Bernini w dużym stopniu zdeterminowało wszystkie późniejsze prądy artystyczne. To architektura i rzeźby niewiarygodnie cudowne i wspaniałe. Na „Dawida” czy na „Porwanie Dafne” można patrzeć godzinami. Skala oddziaływania jego sztuki jest ogromna. Powiedziałbym wręcz, że wiek XVIII, którym ja się zajmuję, można w znacznym stopniu określić mianem wieku Berniniego, bez Berniniego. 

Projekt zrealizowano przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.

1 2 3  

Wasze opinie 

Komentarze

Jeszcze nikt nie komentował‚ tego tekstu.