Ładne rzeczy

Ten samochód kupuje się sercem

Tuesday, 01.03.2011 00:00 |  Autor: Bartek Jaźwiński | 
Mortoryzacja
Mówi się, że jest jeden element, który łączy Saaba i Al-Kaidę. Zarówno jednego, jak i drugiego Amerykanie nie zdołali wykończyć. Postanowiliśmy sprawdzić, czy tak jest naprawdę.
Fot. Anna Stępska
Fot. Anna Stępska
Trwa wysyłanie Twojej oceny...
Ocena: 5.0 z 5. 1 ocen.

Czy samochód zaprojektowany przez amerykanów, którzy od kilku lat konsekwentnie psuli szwedzkie auta, oparty o płytę podłogową i podzespoły Opla Insignia wciąż jest prawdziwym, klimatycznym, skandynawskim Saabem? Wystarczy jeden rzut oka na nowe 9-5 by stwierdzić, że tak. Ponad 5 metrów długości, niewielka powierzchnia przeszkleń i masywny i wzbudzający respekt przód sprawiają, że Saab kojarzy się raczej z niewielkim czołgiem, nie pozostawiając jednak wątpliwości co do marki.

Otwieramy ciężkie, masywne, niemal pancerne drzwi i siadamy w wygodnym, skórzanym fotelu. Pierwsze co widzimy, to nawiązującą do tradycji deskę rozdzielczą i przepięknie zaprojektowane zegary. Zaraz obok, na konsoli centralnej duży, dotykowy wyświetlacz, a poniżej, tradycyjnie w sąsiedztwie lewarka skrzyni biegów, stacyjka, jednak tym razem w formie przycisku. Zanim ruszymy regulujemy fotel. Można to zrobić chyba w dziesięciu tysiącach położeń, ale i tak pozostanie dość twardy. Co wcale nie jest wadą, chyba że ktoś preferuje bardzo miękkie siedziska. Wnętrzne nie pozbawione jest jednak kilku wpadek. Okolice lewarka skrzyni biegów pokryte są połyskującym szarym plastikiem, na którym po 1000 km przebiegu już było widać pierwsze ryski. Średnio piękna jest też kierownica. Wydaje się nieco zbyt wielofunkcyjna i odjęcie kilku przycisków by jej nie zaszkodziło, tak samo jak wymiana lakierowanych na srebrno plastikowych zdobień na metalowe. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że wnętrze przeładowane jest plastikiem, ale to wada wszystkich współczesnych samochodów. Najważniejsze jest to, że producent wpadł już na to, że oszczędności w samochodach tej klasy to nienajlepszy pomysł i zapowiada, że w przyszłym roku jakość materiałów wykończeniowych znacznie się poprawi.

Wciskamy przycisk i ruszamy. Przekazany nam do testów egzemplarz w topowej wersji Aero, wyposażony był jednostkę 2.0 Turbo o mocy 220 KM, napęd na 4 koła i automatyczną skrzynię biegów. Okazuje się, że podane przez producenta niecałe 9 sekund do setki w zupełności wystarczają do dynamicznej, codziennej jazdy, jednak kierowcy o bardziej sportowym zacięciu powinni wybrać topową trzylitrową jednostkę V6 Turbo o mocy 300 KM. Dobrze sprawdziła się ucząca się stylu jazdy kierowcy skrzynia biegów, chociaż po krakowskich korkach potrzebuje kilku minut, by przystosować się do innej dynamiki jazdy w trasie. Na szczęście wyposażono ją w tryb manualny, dzięki któremu możemy sami zmieniać biegi manetkami przy kierownicy. Bardzo przydatną funkcją, zwłaszcza na krakowskich ulicach, jest możliwość wybrania komfortowego trybu zawieszenia. Dzięki temu nawet przedzierając się przez ulice Lea czy Mogilską możemy podróżować w miarę wygodnie, nie narażając kręgosłupa i mózgu na zbyt niebezpieczne wstrząsy.

1 2  

Wasze opinie 

Komentarze

Jeszcze nikt nie komentował‚ tego tekstu.